niedziela, 18 stycznia 2015

I think it's time to blow this scene

Układ Słoneczny, rok 2071.

Od czasu katastrofy wrót międzygwiezdnych minęło kilkadziesiąt lat. Ludzkość zdążyła już skolonizować cały Układ Słoneczny, a przez to ściganie przestępców stało się dość problematyczne. Dlatego właśnie do łask powróciła zapomniana profesja łowcy głów. Jednymi z przedstawicieli tego szlachetnego zawodu, zwanymi również kowbojami - są Spike Spiegel i Jet Black, główni bohaterowie serii anime pod tytułem „Cowboy Bebop”.


Na pierwszy rzut oka widać, że zapowiada nam się “niezły” space western. Oczywiście, to nie jedyne, co można tu spotkać. Seria bowiem jest chodzącą hybrydą, w której znajdziemy wiele motywów z popkultury amerykańskiej – przewijać będą się elementy kryminału, sensacji, z czasem pojawi się posępniejszy noir. Widać, że czerpie z wielu gatunków - robi to jednak w sposób zrównoważony, tworząc anime uniwersalne. Fabuła czasem kuśtyka, istnieją odcinki lepsze i gorsze. Mimo to, nie należy skreślać serii po jednym nieudanym epizodzie – później można się miło zaskoczyć.


Oczywiście, historia nie może się odbyć bez postaci, które napisane zostały wyjątkowo dobrze. Za każdą z nich stoi niepowtarzalna historia, którą powolutku odkrywamy w poszczególnych odcinkach. I tak przez 26 epizodów spoglądamy na losy Spike'a – człowieka, który już raz umarł oraz Jeta – byłego policjanta, który porzucił pracę z powodu panującej tam korupcji. Do załogi tytułowego Bebopa z czasem dołącza zmodyfikowany genetycznie owczarek walijski Ein, ambitna łowczyni ze skłonnością do hazardu – Faye Valentine oraz młoda, utalentowana hakerka – Ed. Rozum podpowiada, że tak różnorodne osobowości nie dogadają się ze sobą. A jednak, o dziwo, robią to doskonale i razem tworzą wiarygodny i dopracowany zespół, którego losami będziemy się przejmować.


Charakterystyczna, nieco „brudna” kreska z końca lat 90. (którą absolutnie darzę sympatią) dodaje serii klimatu. Animacja urzeka dopracowaniem szczegółów, dobrze dobranymi kolorami oraz zmyślnie narysowanymi tłami, w których dobre oko dostrzeże wiele smaczków i nawiązań. Zważając na rok wydania, nie można oczekiwać pełnej płynności w ruchach bohaterów (szczególnie podczas walk), jednak rekompensuje nam to ekspresywna, ale nieprzesadzona mimika postaci.


Całej tej przygodzie towarzyszy muzyka, która jest zdecydowanie najmocniejszym punktem serii. Yōko Kanno ze swoim zespołem - The Seatbelts, stworzyła unikalne kompozycje. W ścieżce dźwiękowej króluje jazz wraz z wszystkimi odmianami oraz blues, który idealnie dopasowuje się do akcji panującej na ekranie. Wszystkie 101 utworów zasługuje na uznanie i wirtualną piąteczkę lub ukłon dla pani Yōko.


Podsumowując: „Cowboy Bebop” to klasa sama w sobie - sensacyjny komediodramat, przy którym idzie się rozpłynąć nad postaciami, oprawą muzyczną i tym wspaniałym klimatem, którego nie zafunduje nam żadna obecna seria. Niebezpiecznie jest jednak zbyt mocno przywiązywać się do bohaterów, gdyż rozstania bywają bolesne.


------


 Wykonano zadanie: "Napisz recenzję filmu animowanego." 
 Lars otrzymuje 15 EXP; 
 Lingwistyka += 10
 Zdobyto profit: "See you space Cowgirl". 

>>Podziękowania dla Wratha, za korekcję i #RecenzjęRecenzji<<

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz